Tam gdzie dzień noc spotyka czyli rzecz o Sapmi
Blog > Komentarze do wpisu
Ailo Gaup

AILO GAUP

„PODRÓŻ NA DŹWIĘKACH SZAMAŃSKIEGO BĘBNA”

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Gdańsk 2004

Jon jechał przez cały dzień. Nastał już wieczór. jon czuł się zmęczony, zmierzał ku przełęczy. Powodem tej podróży była seria snów o bębnie.

Jon pamiętał wyraźnie pierwszy sen. Wynurzył się on ze słonecznego królestwa światła i ognia, spoza snu. Na liżących językach ognia unosił się bęben, niczym łódź na falach. Był to bęben drewniany, w kształcie czary, ozdobionej żywymi ornamentami. Zadziwiające, że bęben nie zajął się ogniem i nie spłonął.

Następnej nocy bęben znów przybył z królestwa światła i ognia. Tym razem Jonowi ukazała się skóra bębna. Na skórze namalowane były tajemne symbole i znaki. Wiele z nich rozpoznawał, między innymi znak Boga Słońca, czworokąt z wychodzącymi z rogów wiązkami promieni.

Trzeciej nocy w membranę uderzał młoteczek, tak jakby bębna używał szaman, noaidi. Najpierw brzmiało to jak grzmot nad widdą. Potem jak bicie wielkiego serca. Z serca wydobywała się obca melodia, która jednocześnie wydawała się znajoma. Dojrzał zarysy twarzy wokół ognia rady, daleko, daleko stąd, w innym czasie, który jednak był tuż obok. Miał wrażenie, że szaman, bęben, ogień rady i krąg plemienny tkwią w jego głowie.

Sny te były tak jasne i żywe. Czuł się związany z duchami pomocniczymi. Naprowadziły go na trop zapomnianego, tego, czego szukał, rzeczywistego wyjaśnienia albo Wielkiej Tajemnicy Plemiennej.

Gdy położył się czwartego wieczoru, upłynęło sporo czasu, zanim zasnął. Nie miał też żadnego snu. Noce upływały, napięcie osłabło, aż w końcu tylko czasami myślał o tamtych trzech snach.

Jesień stała się zimą, zima wiosną i latem.

Pewnej nocy bęben wypłyną gwałtownie z królestwa słońca, zbliżył się do Jona otoczony zachłannymi płomieniami. Jon pojął od razu, że coś się zmieniło. Coś było nie w porządku. Magiczny bęben przeraził go. Jon zaczął biec, lecz nie miał najmniejszej szansy, by uciec. Gnany przez syczącą kulę ognia, znalazł się na krawędzi klifu.

Następnej nocy groźba powróciła. Noc po nocy żeglował ku niemu płonący bęben, zmuszał go do ucieczki na brzeg przepaści. Jon stał się nerwowy i poirytowany, czuł się prześladowany przez wroga, z którym nie mógł się zmierzyć.

To Lala postanowiła, że powinni pojechać na Północ. wtedy znikły groźne sny o Bębnie Słońca.

Teraz to nie bęben go tropił. To on był na tropie bębna....

.... Jon nie widział ryby, o której mówili. Ale czuł, że coś zostało wyciągnięte. Słyszał, że różne duchy, duchy-gady, i duchy-insekty mogły mieszkać w człowieku i żyć tam jak pasożyty. A więc wyciągnięto mu z brzucha szczupaka o dwóch paszczach, wyrastających z dwóch końców tułowia. Zobaczył w myślach tego bezskórego i bezłuskiego potwora, skulił się i bezskutecznie próbował zwymiotować.

Isir wypowiedział jakąś formułę. Nie rozumiał jej bo używała języka duchów. Ale dzięki temu obrzydliwa istota zniknęła.

- Widzisz coś wokół serca? – spytała Ylvira.

- Chwileczkę – odrzekła Isir

- Tam coś jest – powiedziała Ylvira.

- Co? – spytała Isir.

- Ja to wezmę – rzekła Ylvira.

Jon poczuł, że inne ręce zaczęły gładzić jego serce. Wydawało mu się, że słyszy brzęczenie much.

- Wychodzą – powiedziała Ylvira.

- Widzę je – odrzekła Isir.

- Ja też. Pełzną po twoim dłoniach – włączyła się Ellen.

- Ktoś je na niego nasłał? – spytała Ellen

- Być może – odpowiedziała Ylvira.

- Całą pewnością – powiedziała Isir.

Znów wypowiedziały formułę, której nie zrozumiał. Była długa, dziwnie rytmiczna, chwilami zlewała się z joikiem śpiewanym przez Akko, czasami odnajdywała swój własny rytm. Dłonie uderzały w niego lekko i miękko. Uzdrowienie nadeszło szybko. Nudności ustąpiły. Ustąpił również głęboki ból, usunięty przez ciepłe dłonie. Siła męskości rozprzestrzeniła się w jego ciele. Pochodnia w brzuchu świeciła niczym słońce.

W samym środku serca ujrzał krajobraz. Na górze, przy kamieniu, siedział mężczyzna. Miał aureolę wokół głowy. To był Jezus. Wówczas nadszedł Jov. Jov i Jezus byli dobrymi przyjaciółmi, mieli o czym rozmawiać. Często byli razem w górach i zbierali siły, by pomóc ludziom. Jov miał ze sobą bęben. Siedzieli i rozmawiali o bębnie....

    www.terytoria.com.pl

piątek, 23 czerwca 2006, biala_sowa1

Polecane wpisy

  • Tomas Colbengtson

    Tomas Colbengtson

  • Arran online

    Sieciowe wydanie magazynu Árran dostępne -tutaj- w trzech częściach.

  • Coś do poczytania

    Uniwersytet w Tromsø wydaje dwa razy do roku magazyn Nordlit poświęcony literaturze i kulturze. Znaleźć możemy tak również kilka artykułów o Laponii. Zapr